Taki jestem.

Taki jestem.
Lubię spanie i godzinę świni (dziś już miałem).

wtorek, 18 września 2012

akszyn muwiz

Lato radośnie minęło, a ja tymczasem od kilku tygodni mieszkam w ZUPEŁNIE nowym miejscu - w domu z ogrodem, który jest cudowny - przede wszystkim ze względu na kompostownik, moje ulubione miejsce w nowym miejscu. Uzupełniam tam regularnie niedobory witamin. Była wprawdzie próba odgrodzenia mnie od rarytasów, ale skutecznie ją sabotowałem, wchodząc pod ogrodzeniem.

Wyciszyłem się przez te ostatnie tygodnie wyjątkowo i nabrałem nieco rozumku (chociaż Pańcio twierdzi, że raczej masy mięśniowej, nie mózgowej). Tak mi tu dobrze, mogę biegać, ile mi się chce (nie chce mi się aż tak znowu dużo), ale najlepsze jest to, że wprost pod moim oknem jest OGRÓDEK. Więc żeby nie chodzić naokoło, to sobie wyskakuję przez to okienko wprost do ogródka i tam sobie raźno hasam. Pańcia nie do końca z tego zadowolona i narzeka, że parapet jest podrapany, NO ALE - jak się mnie zostawia SAMEGO i nie zabiera wszędzie z sobą, to trzeba się z tym liczyć, że będę próbować wyjść. A że najkrótsza droga prowadzi przez okno, to i parapet podrapany. Taki lajf. Za pierwszym razem trochę się bałem skoczyć, ale potem się nauczyłem i teraz wystarczy jeden skok i kompostownik jest cały mój. Ostatnio przez 2 godziny się z Pańcią tak bawiłem - ja wyskakuję, ona mnie goni przez furtkę z powrotem do domu, ja od drzwi od razu z powrotem hyc przez okno i ona znowu mnie goni. Przednia zabawa! Zakończona tylko jakoś nerwowo i potem znowu siedziałem w klatce i znowu dupa piekła.

Na początku wprawdzie nie było mi łatwo się zaaklimatyzować - całymi godzinami klęczałem przy fotelu:


Potem całymi godzinami ślęczałem na balkonie, obserwując okolicę:


Potem miałem lekką depresję, bo raz przez cały dzień nie widziałem Pańcia i musiałem ukoić nerwy, wpasowując się w walizkę z jego ubraniami:


Walizkę uprzątnięto, więc się przeniosłam do nierozpakowanego kartona:






Karton rozpakowano, więc się schowałem w łazience w brudniku:





Ale wkrótce okres adaptacji i lekkiej depresji minął, i zacząłem eksplorować okolicę:





Ta eksploracja bardzo męcząca, więc musiałem chwilę odpocząć na siedząco:




(przypadkowo wyszło na parapecie....)

i na leżąco:





I sobie wypraszam, wcale nie jestem kotem. Mimo tego, że siedzę na parapecie i chodzę po oknie.

Pańcia się ze mnie nabija. Ale nagrała kilka filmów akcji ze mną w roli głównej rzecz jasna.

Prosssszzzz - pierwszy mrozi krew w żyłach:


(bardzo dramatyczna końcówka)

Drugi chwyta za serce:



Trzeci przedstawia mnie i moją ulubioną zabawkę (która wbrew temu, co wszyscy wokół twierdzą, NIE szkodzi mi na żołądek, absolutnie):


Dialogi pierwsza klasa, nieprawdaż??

To pisałem ja, Pies-Widmo:








niedziela, 6 maja 2012

turnus wakacyjny


Jestem sobie na wakajach. Na długim weekendzie. Zażywam duże ilości świeżego powietrza oraz przemierzam ogródek w tę i z powrotem.
Na początku, nie ukrywam, byłem dość zawieszony:

 

Dość szybko jednak się oswoiłem z nowym otoczeniem:


Radośnie sobie deptałem grządki i rabatki:


 W wolnych chwilach intensywnie odpoczywam:


 Bawiłem się i uprawiałem igraszki:


Znowu odpoczywałem, tym razem w chłodnym wnętrzu, mając wszystko i wszystkich w głębokim poważaniu:

 

A potem poszedłem sobie słodko spać:


(nawet mogłem poleżeć przez godzinkę, po całym dniu wszyscy mieli mnie serdecznie dość i się ucieszyli, że przestałem skakać na wszystko i wszystkich i się ułożyłem bez ruchu).

PS. Jutro idę odwiedzić kuzynka Dakarka - dużego, czarnego pieska, którego postaram się rozbawić do rozpuku. Rozpuku ogródka ciociuni Kamuni i wujeczka Andrzejeczka.


niedziela, 29 kwietnia 2012

wyginam śmiało ciało


Lubię sobie wyobrażać, że umiem chodzić po linie. Ostatnio się zwaliłem, ale nie tracę nadziei:


 Tego mi nie wolno. A tak to kocham... W pościeli mogę przebywać nawet sam. Pańcia mówi, że to jedyny moment, kiedy nie muszę za nią wszędzie łazić. Ale na wszelki wypadek zawsze patrzę nieruchomo przed siebie, żeby nie złapać kontaktu wzrokowego z nikim, kto się akurat na mnie z tego powodu drze. A nuż kiedyś ten sposób zadziała.  


Mam elastyczną miednicę, mogę tak leżeć godzinami:


Moje ulubione zajęcie:


sobota, 28 kwietnia 2012

dzień jak co dzień

Od dziesiątej rano spałem.
Za piętnaście jedenasta się ocknąłem, poryczałem w kojcu, ale mnie nie wypuścili.
O jedenastej już drzemałem.
Za pięć druga się przebudziłem i wyszedłem z klatki.
O drugiej byłem na siku.
O drugiej pięć oglądałem mecz tenisowy.
Znużony, o drugiej dziesięć się zdrzemnąłem.
I spałem na kanapie, na brzeżku.
Od godziny śpię na kanapie z nosem przyczepionym do łokcia Pańci.
Od pół godziny śpię na kanapie z nosem przyczepionym do łokcia Pańci i rozczapierzoną miednicą, każda noga w inną stronę.
Od piętnastu minut zapamiętale liżę Pańci stopę.
Od dziesięciu minut zapamiętale liżę Pańci stopę i patrzę jej przeciągle w oczy. Po pięciu minutach skojarzyłem, że nie wiem, po co.
Od  pięciu minut jestem na dobre przebudzony i stoję na oparciu sofy. Udaję, że tańczę na linie.
Od minuty się zastanawiam, po co to robię.
Od pół minuty już się nie zastanawiam, bo się podparłem o poduszkę i właściwie to zasypiam.
Od piętnastu sekund śpię.
Oj co za zaskoczenie, co za zaskoczenie.

Tutaj taka reminiscencja, bo żuję patyk i się zastanawiam, dlaczego żuję. Ale nie zasypiam.

środa, 18 kwietnia 2012

Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda

Pańcia i Pańcio rozpoczęli lekturę na temat mojej psychiki. Szydzą ze mnie w związku z tym okropnie. Pańcio mówi, że ze wzorca rasy pasują do mnie tylko wady. Pańcia mówi, że mam krzywe zęby i dlatego nie jestem stuprocentowym bulterierem. Trochę mi przecieka czasem jedzenie przez paszczę, to prawda. Ale taki lajf, idealnym być nie można.

Kilka faktów jest jednak bezspornych, nawet Państwo muszą przyznać, że jednak moja krew to bulterierza krew.

I tak na przykład:

Pielęgnacja bulteriera polega na tym, by jak najdokładniej usunąć wszelkie ślady pracochłonnej pielęgnacji.

Najbardziej lubię się taczać w sianku, a potem do końca nie otrzepać. Zapewnia mi to poczucie bezpieczeństwa.

Trochę Pańci się głupio zrobiło, jak przeczytała:
Wzorzec bulteriera napisano dla ludzi inteligentnych.

Chociaż z drugiej strony sama mówi, że ja jestem mądry, jak mam coś na myśli i dążę do celu. A że nie zawsze muszę mieć coś na myśli, to inna sprawa.

A co do mojej osławionej głowy:

GŁOWA:
Długa, mocna i masywna po koniuszek kufy, ale nie toporna. Oglądana z przodu jest jajowata i doskonale wypełniona, bez wklęśnięć i załamań.
Profil łagodnie zagina się ku dołowi od szczytu czaszki po truflę nosową.
Mózgoczaszka między uszami jest prawie płaska.

I nie zgadzam się z twierdzeniem Pańci, że mam równie płaskie mózgowie.

No i last but not least!!!

Powstanie bulteriera było nieuchronne - świat przecież zawsze potrzebował odrobiny sportowego piękna.

No to powstałem i oto jestem :-)


Zasadniczo wszystkie te niewybredne komentarze Państwa spływają po mojej opływowej, wzorcowej głowie. Co najwyżej odpowiadam im na te wszystkie obelgi takim oto serdecznym wzrokiem w pełni wyrażającym moją bezgraniczną do nich miłość:


Zdjęcie z sesji takiego śmiesznego wujka, który mnie jakiś czas temu odwiedził. Nie mogłem się z nim początkowo oswoić, ale potem został moim przyjacielem.

piątek, 23 marca 2012

Wiwisekcja

Proponuję, żeby Pańcia kapcie kupowała sobie hurtowo w deichmannie, to na pewno dostanie jakiś rabat. Przyda się.

Robię to tak - najpierw wyjmuję ze środka wkładkę...


...potem odrywam od niej kawałki i rzucam wokół na sofę...


...pomiętując momentami gąbeczkę...

...a potem SZARPIĘ, SZARPIĘ, SZARPIĘĘĘĘĘ!!!!! aaaaaa!!!! huziaaaa!!!!

Dupa piecze, aj dupa piecze.

piątek, 24 lutego 2012

biednemu zawsze wiatr w mercedesa

Państwo poszli po rozum do głowy i w końcu kupili nowy kabelek do aparatu - zrozumieli, że co zjedzone, to se ne wrati. Chyba że w postaci niespodzianki na parkiecie.
W końcu mogą więc fotografować mnie na nowo! W całej okazałości.
Ze szlachetnego profilu:


en face w towarzystwie domolki i w trakcie demolki:


w trakcie posiłku:


podczas rekreacji:


jak bawię się w kangura:


i jak zastygam, oddychając przez brzuszek:


Niby mam takie słodkie życie, ale Państwo dzisiaj nie mi mięsko, ale bernardynom 60 kg makaronu kupili!!! I jeszcze mi powtarzają, że ja to nawet nie wiem, jak mam dobrze. Może i dobrze, ale zawsze warto walczyć o lepiej. Dziś walczyłem, walczyłem, i wywalczyłem całą miskę płatków kukurydzianych. Mlask!

PS. Jutro przyjeżdża w odwiedziny nowy wujek. Podobno ma spać na mojej kanapie. To się jeszcze zobaczy.

piątek, 17 lutego 2012

zapomniałem się


Trochę się zagapiłem i dopiero dzisiaj sobie zrobiłem Tłusty Piątek. Państwo byli tak kochani, że mi na stole aż 4 pączki zostawili! Będę je musiał obrócić w żart.

środa, 15 lutego 2012

pan Piesek był chory i leżał w łóżeczku

Wszyscy wiedzą, że bulterier delikatnością stoi. A takie mrozy to, jak się okazało, to za wiele nawet dla mnie. Pańcia mówi, że sam jestem sobie winny - wydawało mi się, że wsadzanie nosa w zaspy to jest super-fun, a się okazało, że nie tylko nosek miałem potem czerwony przez dwie godziny, ale też nabawiłem się, ekhmmm, przeziębienia. Pańcia mówi, że jak żyje nie widziała przeziębionego psa. To teraz może się napatrzeć. Drapie mnie w gardełku, więc kaszlę. Kaszlę podobno jak człowiek. Pańcio od dwóch dni przekonuje Pańcię, żeby mi podać syropek. Pańcia raczej się z tego wyśmiewa, ale zaczęła coś przebąkiwać o wizycie u lekarza. Póki co dużo leżakuję na kanapie przykryty kocykiem, żeby się jeszcze bardziej nie zaziębić. Wczoraj na przykład wstałem o 8.00, poszedłem na spacer, spałem do 13.00 u nóg pracującej Pańci, potem spałem obok Pańci do 19.00, poszedłem na (krótki) spacer, Pańcia mi rzuciła 2 razy piłeczkę, ale wracając z piłeczką drugi raz poczułem się słabo, z nerwów znowu zasnąłem i się obudziłem dziś o 7.00. Pańcio mówi, że jestem dziwny (nie pierwszy raz zresztą).

A propos dziwności - polecam lekturę opisu właściciela idealnego dla bulika. Pozwolę sobie zacytować najciekawsze fragmenty, dedykuję je Pańciowi i Pańci z całego serca!

Jeśli nie lubisz długotrwałych zabaw z psem, jeśli po trzech czy czterech rzutach piłeczki boli cię ramię - to nie kupuj w żadnym wypadku bulteriera.

[Pańcio nie lubił, ale już lubi. Narzeka tylko na bóle barku.]


Przywoływany bulterier, nawet jeśli zechce podejść do właściciela, to najczęściej robi to dlatego, że tak chce on sam, a nie właściciel.

[Pańcia bidulka nie może się z tym pogodzić. Na pocieszenie czasami do niej podchodzę. Na chwilę. Chyba że mnie zmyli moją ulubioną komendą 'masz' i podstępem uwiąże do smyczy.]


Czy jesteś przygotowany na to, że przez kilkanaście lat będziesz musiał znosić delikatne, ale oczywiste i dla psa, i dla Ciebie objawy lekceważenia? Jeśli nie, to nie kupuj bulteriera!

[Pańcio jeszcze nie jest do końca przygotowany, ale pracujemy nad tym. Pańcia ostatnio coś wspominała, że lubi być moim błaznem.]


Czy masz coś przeciwko temu, by pies wchodził do salonu, by wylegiwał się na kanapach, by zostawiał wszędzie swoje krótkie, ale bardzo widoczne włosy? Jeśli tak, to poszukaj sobie innej rasy.

[Ha! Było poszukać sobie kanapy, na której nie będzie widać moich słodkich, miodowych włosków. Na czekoladowym mocno widać.]


Czy jesteś opanowany i czy masz poczucie humoru? Co prawda na jego brak nikt się jeszcze nigdy nie uskarżał, ale... Bulteriery uchodzą nie bez kozery za psich clownów, uwielbiających żarty i dowcipy, zabawy i wesołe przepychanki. Bulterier, jeśli nabroi, to spróbuje przede wszystkim obrócić całą aferę w żart.


[Żartowałem, jak zjadłem Pańciowi trzecią parę kapci. I żartowałem też wtedy, jak nadgryzłem Pańci kask na narty. Najtrudniej mi było obrócić w żart pół zjedzonej kanapy.]


Bulterier ma wyjątkowo mocne zęby - kiedy zaczynają pojawiać się zęby stałe, zazwyczaj w wieku do 6 miesięcy, szczeniak stale chce coś żuć albo gryźć. Czy możesz tak zabezpieczyć dom, by nie stracić żadnej z cennych rzeczy, a zarazem nie narazić psa na niebezpieczeństwo?

[Nie mogli. I jeszcze mnie na niebezpieczeństwo narazili. Wielokrotnie.]


Najpóźniej około roku psu przechodzi skłonność do niszczenia otoczenia - ale czy potrafisz wytrwać ten rok w stoickim spokoju?


[Nie wiem, co to stoicki, ale to chyba nie ten rodzaj spokoju, który oni prezentowali. Często od siły tego spokoju piekło mnie dupsko.]


I jeszcze dwa, ostatnie już, pytania: czy lubisz głaskać i pieszczotliwie poklepywać swego psa? Bulteriery są psami ogromnie łaknącymi czysto fizycznego kontaktu z człowiekiem, potrafią godzinami dopraszać się drapania za uchem i żartobliwego zaczepiania, poklepywania po bokach, z mocą, od której zachwiałby się najpotężniejszy owczarek. Chorobliwie wprost łakną zwracania na nie uwagi i miłych, ciepłych słów. Czy nie jesteś zbyt powściągliwy w okazywaniu uczuć?


[Są zbyt powściągliwi. Ale zaczynają lubić głaskać i pieszczotliwie poklepywać swego psa. Wolą to niż np. walenie blaszaną miską o podłogę albo inne moje achjakżewesołe harce. A o miłe i ciepłe słowa też się potrafię upomnieć ;)]


Na koniec sprawa nieco wstydliwa, ale bardzo ważna: bulterier nie jest psem, który spodoba się każdemu na pierwszy rzut oka. Jego uroda wymaga wprawnego oka, i przyznajmy, że nie każdy da się przekonać do jego charakterystycznej sylwetki czy głowy. Dla wielu osób bulterier jest po prostu brzydki, i nie wahają się dawać temu wyraz w nie zawsze wybrednych komentarzach. Czy potrafisz się z tym pogodzić?

[Brzydki?? Ja?!! Brzydki?!!! Tych od niewybrednych komentarzy ignoruję na całej linii. Jak się nauczę podnosić nogę, to mogę ich ewentualnie - literalnie - olać.]


W zasadzie to ci Państwo nawet mi się udali.

Oto ja, biedna kruszynka, na tle wspomnianej wyżej kanapy. Są plany, aby zakupić nowy mebel. Chętnie go obrócę w żart.

środa, 1 lutego 2012

zoofobia

On nazywa się Kiwi, ja nazywam się Bulterier - czy ja mam z nim coś wspólnego?!!

Sądząc po spojrzeniach, jakimi mnie Państwo raz po raz obdarzają, moja delikatna konstrukcja umysłowo-psychiczna ich przerasta.

Mam kilka cech szczególnych, co prawda, to prawda. Na przykład:

zanim spróbuję coś obejść, to sprawdzam, czy nie mogę tego staranować (często mogę)
zamiast powąchać, od razu chwytam do pyska (często jest smaczne)
zamiast zrezygnować z wejścia na kanapę po 50. próbie, próbuję po raz 51. (często już tam zostaję)

Ale żeby nieustannie doszukiwać się we mnie cech innych gatunków??!
Ciągle słyszę,że:

mam uszy jak królik ("ej, jadłeś dziś coś na porost uszu?")
biegając, tupię jak konik
mam krzywe zęby jak nutria
śpię jak suseł ("ojej, już wróciliście do domu? jakoś mi się przysnęło przy kaloryferze i nie słyszałem, jak wchodziliście")
jestem permanentnie oszołomiony jak koala ("co tam czubie")
delikatny jak słoń ("kurde!!! nadepnął mi na stopę, ała")
ziewam jak hipopotam
mam twarz podobną do owcy ("jesteś taki brzydki że aż ładny")
tańczę walca jak człowiek ("nie gryź mnie po rękach, jak tańczysz")
mam spojrzenie jak muflon
przy jedzeniu mlaskam jak świnia
jak chcę siku, ryczę pod drzwiami balkonowymi jak lew ("przed chwilą z tobą wychodziłam!!!")
śmigam po łące jak gepard
jestem bojaźliwy jak tchórz ("do mnie!! Sanczez, wracaj! do mnie!! do mnieeee!!!")
wrażliwy jak stado bawołów
dziwaczny jak prakolczatka ("Boże Sanczez ale ty jesteś dziwaczny")
mało lotny jak ptak kiwi
uparty jak, nie przymierzając, osioł ("zrywaj się stąd")
mam ogon umięśniony jak kangur
jak wykradnę papier toaletowy, to uciekam jak tchórzofretka ("oddaj!")
ryję w kopcach jak kret

albo że potrafię zorać trawę jak glebogryzarka

A Państwo się dziwią, że zachowuję się jak nie-pies.

I jak żyć panie premierze?

środa, 4 stycznia 2012

ależycie

Najnowsze wydarzenia w skrócie:

Cichaczem zjadłem Pańcia buty do tenisa oraz strzykawkę. Pańcio na dzień dobry obrzucił mnie lawiną słów, których znaczenia nie rozumiałem i to chyba nawet lepiej. Najczęściej i z największą zaciętością powtarzał, że mnie gdzieś wystawi i że zaraz będę mieszkał na alegratce, a nie w takim komforcie jak dotychczas. Resztę wieczoru i pół następnego dnia spędziłem w aleklatce. Cichutko, na wszelki wypadek, nie wiem wprawdzie, co to alegratka, ale ton głosu miał mściwy i wzbudził we mnie jaskółczy niepokój. Co za szczęście, że weszła w życie nowa ustawa o ochronie zwierząt, człowiek, yyy znaczy pies nawet by tego nie wiedział, gdyby nie to, że słodki Pańcio na całe dnie zostawia mi włączone tvn24. Ostatnio oglądałem Kowalczyk tak na marginesie - ta to robi wrażenie! Wyobrażałem sobie, że ja tym sprintem tak za nią... Hop hop hop... Ech... Aż mi się zimno w moje wrażliwe łapki zrobiło i musiałem się zdrzemnąć na ciepłej kanapie dla ukojenia nerwów...

Pańcio potem cały czas powtarzał, że jak mnie traktuje jak psa, a nie jak człowieka, to od razu mi lepiej. Ale czy ja komuś kazałem się do mnie przytulać albo tańczyć ze mną walca? Nawet już kroków się nauczyłem, ale mówią, że mam podczas tańca nie gryźć po rękach, bo to nieelegancko i damy mogą protestować.

A dziś na spacer poszedłem dla odmiany z Pańcią. I zdobyłem łup!!! Wieeeelki karton po fajerwerkach (których podobno miałem się bać w Sylwestra, ale tak się złożyło, że akurat spałem i nie słyszałem). Większy od mojej głowy!!!!! Dzierżyłem go dumnie w paszczy przez pół spaceru, zadowolony z siebie jak rzadko, raźno pomerdując ogonkiem, a Pańcia pomstowała, że jej za mnie wstyd oraz mówiła to mnie per głupolu. Wypraszam sobie. Potem zobaczyłem coś, co mnie bardzo zadziwiło i wtedy rozwarłem paszczę i pudło wypadło. Niestety nie pamiętam, co to było, bo jak się temu stałem i przyglądałem, to tak się zamyśliłem, że zapomniałem, po co stanąłem. I znowu Pańcia wspomniała o dziwadle i głupku i pociągnęła mnie do domu, bo ją chyba moja kontemplacja zniecierpliwiła.

Potem jej wyłączyłem niechcący komputer i zamknąłem dwa dokumenty, tak więc znowu eksploruję aleklatkę od środka.

PS. Zanim ten komputer zamknąłem, to odnalazłem swego kuzyna - tutaj - nawet imię ma jak ja meksykańskie!

PS. Przykładowa kontemplacja (głęboka):

sobota, 24 grudnia 2011

niedziela, 18 grudnia 2011

Świąteczne porządki

Przez kilka dni nie mogłem rozgryźć zagadki - wcześniej w trakcie godziny świni, wykonując dzikim pędem rundki po mieszkaniu, zgrabnie się odbijałem od oparcia sofy i grzałem z powrotem do przedpokoju, tam waliłem główką z rozpędu w drzwi i zawracałem znowu do salonu. Teraz od niczego się nie odbijam, bo jakoś mam dużo miejsca na środku pokoju na nawrotkę. W końcu skumałem, że przemeblowanie było. Poprzednio było trochę lepiej, łatwiej było mi się do kaloryfera przytulić. No ale okej, niech będzie. Póki co nie mam siły na przestawianie kanapy na jej stare miejsce, ale kto wie, jak będę miał wolniejsze popołudnie, to zobaczę, co się da zrobić.

Zostałem wczoraj sam w jak nigdy posprzątanym, błyszczącym domu. Nieswojo się czułem bez swojskiego rozgardiaszu. Trochę pokombinowałem i się okazało, że z ustawionej w nowym miejscu sofy jest bardzo dobry dostęp do stołu. A na stole? Kochani Państwo!! Chyba mi chcieli wynagrodzić brak koninki przez ostatnie dwa dni - czternaście lukrowanych muffinów!!!!!!! Temu czternastemu ledwie dałem radę. Brzuszek mi się potem niepewny zrobił, więc musiałem wziąć coś na trawienie - a że nalewka w lodówce, a lodówki też jeszcze nie potrafię otwierać, to postanowiłem tradycyjnym sposobem - celulozą. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Wyjątkowo smakowita ta celuloza była w dniu wczorajszym, cała w mikołajki i choinki. Podobno prezenty w tym roku w związku z tym niezapakowane będą. Podobno to jest dramat jakiś.

Zachodzę w głowę, dlaczego Pańci nic z tej przedświątecznej atmosfery miłości do bliźniego się nie udzieliło - od dobrych kilku kwadransów muszę oglądać świat przez kraty. Oraz wysłuchiwać lżenia, że jestem skunksem i mendą. Podobno rzadko się zdarza, żeby w domu był aż taki porządek, a tu teraz lukier wbity w podłogę. Wyśmiała mnie też, jak próbowałem ugryźć tę olukrzoną podłogę. Nie będę głośno mówić, co o tym myślę, bo w skrytości ducha jednak liczę na jakiś skromny, choćby niezapakowany prezent.

Kilka obrazków z mego życia:

Tutaj jem kostkę, zawsze jestem CZUJNY, nawet jedząc kostkę, więc jestem gotowy do skoku w każdej chwili:

A tutaj moja piękna, krokodyla paszczęka, która wzbudza taki popłoch w Żurawińcu. A tak sobie słodko patrzę! Jakiś czas temu napotkany pan zabrał w popłochu swoje dzieci na drugą stronę ścieżki, nerwowo i BARDZO GŁOŚNO im wyjaśniając, że takie pieski zjadają dzieci. Popatrzyłem na niego z politowaniem, odwróciłem się tyłkiem i majestatycznie się oddaliłem.

wtorek, 13 grudnia 2011

Śmierć kliniczna

Prawie zadusiłem Pańcię.

Najpierw położył się Pańcio - wyjątkowo dziś od rana nerwowy, aż go złapał katar i poszedł spać. Potem Pańcia. Ja więc swoim sposobem odczekałem, aż zaczną w miarę miarowo oddychać, i delikatnie, łapka za łapką, podciągnąłem dupkę i władowałem się na łóżko. Dupka wprawdzie ostatnio jakaś ociężała, a wczoraj wręcz od gości usłyszałem "a co on taki tłusty się zrobił"!!! Skandal i przede wszystkim brak kindersztuby. Po prostu Pańcio wie, że suchego nie tykam, jak się oliwką nie okrasi, a nade wszystko kocham koninę. Dostaję więc dwa razy dziennie słuszną porcyjkę. A że poza tym też żyję w dobrostanie, to mi się sadełko wzorcowo zawiązuje. Poza tym odsyłam do charakterystyki rasy, tam często piszą, że jestem wałkiem.

Wracając do drzemki - czasem mi pozwalają spać w nogach, ale ja cele sobie stawiam ambitne i nogi mnie nie satysfakcjonują. Śmielej już więc przestąpiłem do dalszego dzieła i utorowałem sobie drogę między cielskami, ustawiłem się dokładnie pośrodku i ułożyłem. Trochę się musiałem porozpychać, żeby mieć wystarczający komfort - bez komfortu drzemka jest stracona. Użyłem więc twardego noska, Pańcia zasunąłem w plecki, Pańcię pod żebro i bez zbędnych dyskusji się podsunęli. Potem wystarczyło się tylko podciągnąć w górę, żebyśmy wszyscy główki mieli na jednej wysokości.

Trochę mi jednak bark ścierpł, więc zmuszony byłem zmienić pozycję. Wdrapałem się żwawo na Pańcię, a że leżała akurat na plecach, to umościłem się na środku piersi. No i Pańcia dostała spazmów! A właściwie bardziej jakoś tak się zakrztusiła. Zdzieliła mnie pod żebra, ale potem jakoś osłabła i tylko kaszlała. Pańcio musiał mnie usunąć, bardzo gwałtowny jakiś był i nerwowo się zrobiło.

Skąd miałem wiedzieć, że aż tyle mi się przytyło??! Nie chciałem uśmiercić żywicielki :(

PS. Jak byłem mały, zaraz po przyjeździe, to nie bardzo wiedziałem, na czym polega zabawa z patykiem. Większość czasu spędzałem więc, gapiąc się na niego jak tzw. ciele na malowane wrota.

piątek, 9 grudnia 2011

Prawda jest okrutna

Dzisiejszego jakże miłego wieczoru zdradzę moją największą tajemnicę - moją największą bronią jest zapach, jaki potrafię wydzielać. Sorrrryyy, zapach to zbyt elegancko powiedziane. W charakterystyce rasy jest zapisane, że miewam problemy z brzuszkiem? Jest. Miewam? Miewam. Więc niby nie ma co histeryzować, a tymczasem Pańcia delikatna nad wyraz widocznie, bo od kiedy przyszła, ciągle marznę, bo ciągle wietrzenie. A przecież takie cienkie futerko mam!! A zima jest!!! Halo!

Poza tym moja niedyspozycja może wynikać z tego, że Pańcio mi wczoraj zapodał, zamiast przemielonego konika jak zwykle, chrupki z sosem pieczeniowym. Wprawdzie specjalnie dla mnie ten sos przyrządził, ale jak się jest pieskiem za przeproszeniem francuskim, mimo że nos mało paryski mam, to nawet taki niewinny sosik może mi źle zrobić. Oprócz tego, że właściwie MI to aż tak źle nie zrobiło. Pańci ewidentnie bardziej. Dramatyzuje według mnie. Jak weszła do mieszkania, to obejrzała dokładnie wszystkie kąty - zupełnie jakbym pół roku miał i robił z kątów toaletę. A to po prostu mój brzunio, od wczoraj energicznie pracuje, a jak pracuje, to wiadomo co.

Im bardziej śmierdzę, tym bardziej mi się wydłuża nos:


PS. Przepraszam wszystkich wrażliwych, ten post z głębokiej potrzeby serca wypłynął...
Pańcia się zamknęła w łazience i odmawia ze mną jakiegokolwiek kontaktu. Idę podnieść larum. Ciekawe kto kogo przetrzyma. Mówcie mi Cyklon B.

niedziela, 4 grudnia 2011

Kulfon według Carrolla

Moja rodzina została w bardzo trafny sposób opisany w "Krainie Chichów". W taki oto sposób:

Był tam też [...] nieskazitelnie biały pies o urodzie młodego prosięcia.
- A to Kulfon. Bulterier, jeżeli nie znacie tej rasy. [...]
Był wyjątkowo szpetny, krępy, ciasno obciągnięty skórą - jak wypchany serdelek, gotów w każdej chwili pęknąć. Oczy tkwiły po bokach głowy, jak u jaszczurki. [...] Kulfon wstał, przeciągnął się, a wtedy skóra na jego ciele naprężyła się wprost niebezpiecznie. Zbliżył się do nas na sztywnych nogach i natychmiast legł z powrotem, jakby wysiłek paru kroków skrajnie go wyczerpał.

Niezupełnie jest tak, że zamierzam zaraz pęknąć. Porównania z serdelkiem nie lubię, aczkolwiek czasem się z nim spotykam. Jaszczurki nawet nie komentuję. Natomiast wysiłek kilku kroków to wcale nie taki mały wysiłek, zwłaszcza jak się jest ciągle niedospanym. Ja nie śpię, ja CZUWAM! A ciasne obciągnięcie skórą jest bardzo praktyczne, przynajmniej się o nic nie zaczepiam.

Pysk psa pozostawał bez wyrazu, chociaż oczy bacznie śledziły wszystko. Małe brunatne węgielki oczu, osadzone głęboko w facjacie śnieżnego bałwana.

Śledzę bacznie wszystko, a i owszem, najbaczniej to, czy ktoś przypadkiem nie zamierza cichaczem wyjść z domu, zostawiając mnie samego. A potem zdziwienie, że biedny piesek z traumy sofę nadgryzł - biedny piesek musi stale przebywać w towarzystwie. Nie przebywa, to odreagowuje.

Wstał, wdrapał mi się do połowy na kolana i znów padł, jak mięsisty worek.

W połowie kolana jest najlepsza pozycja do bycia drapanym.

[...] bulteriery mają pysk absolutnie pozbawiony wyrazu, więc nigdy nie wiadomo, co sobie myślą. [...] Popatrzyłem na Kulfona, a on na mnie. Pełna pogarda. Czubek nosa jak suszona śliwka sterczał zza jednej z czterech łap.

Grunt to nie zdradzać, co się tak naprawdę myśli. Pokerowa mina to moja mocna strona. Zwłaszcza jak słyszę na spacerze jakiś niewybredny komentarz pod moim adresem. Albo jak się czegoś przestraszę - siadam sobie wtedy i patrzę. Patrzę patrzę patrzę patrzę patrzę patrzę patrzę patrzę patrzę patrzę patrzę. Aż mi strach odejdzie albo aż odejdzie obiekt, którego się boję. Zwykle to drugie. Cierpliwość cnotą bulteriera, napominałem już o tym.

Kulfon chodził za mną krok w krok, ale pomału przyzwyczajałem się i do tego.

Wspominałem, że lubię towarzystwo?

[...] co będzie z książką, to będzie, ale zaraz po powrocie [...] kupię sobie takiego psa nie z tej ziemi.

Ja nie jestem pies, ja jestem bulterier. Z innej ziemi.

Położyłem rękę na jego łbie. Bulteriery mają łby z kamienia, udają tylko, że to skóra i kości.

Jak to słusznie kiedyś Pańcio powiedział - przy mnie powiedzenie "głową muru nie przebijesz" traci sens. Wystarczająco długo powalisz, to przebijesz. Chyba że ci się wcześniej zechce spać, to nie przebijesz. Ale za to zaśniesz. I się wyśpisz.

Jedynym ciałem widocznym na łóżku była nieziemsko biała, dobrze znajoma klucha, odwrócona grzbietem do mnie - Kulfon. [...] Łapy wyprężył sztywno przed sobą. Kilka razy zadrżał na całym ciele i kłapnął szczęką. Pomyślałem, że pewnie znów śnią mu się jakieś psie koszmary. Wtedy przemówił:
- Sierść. Właśnie. Oddychać przez sierść.

Oddychanie przez sierść - rzecz niedoceniana, doskonale wpływa na dobrostan bulterierów.

Dla dopełnienia charakterystyki kilka słów o mnie ode mnie:

Lubię:
- wczołgiwać się pod łóżko i tam leżeć na pleckach przez pół nocy
- zjadać patyki
- przytulać się do kaloryfera
- jeść koninę
- mieć stały kontakt z człowiekiem - poparty stałym dotykiem

To zdecydowanie na lubię, bo i na miękkim, i w otoczeniu bliskiej memu sercu (i żołądkowi) celulozy:

Nie lubię:
- tendencyjnej komendy "złaź"
- tendencyjnej komendy "złaź", kiedy sobie w najlepsze drzemię w sypialni na poduszce
- spać na twardym

Jeszcze nie wiem:
- czy leżenie w klatce jest bardziej na lubię (bo leżę na miękkim) czy bardziej na nie lubię (bo nie mam stałego kontaktu z człowiekiem)


PS. A tak wyglądałem tuż po zakupie - na dowód tego, że teraz jestem okazem szczęścia. Wtedy byłem przykurczem z klapniętym uchem o wyglądzie wypłosza. Nie potrafiłem też nikomu spojrzeć w oczy. Teraz natomiast patrzę PROSTO I TYLKO w oczy. To się nazywa ewolucja.

sobota, 19 listopada 2011

Kaczka dziwaczka

Zjadłem następną obrożę. Juuhuuu! Została mi jeszcze klamerka, ale jak ją wystarczająco długo posmoktam, to może się rozpuści. Kocham smoktać, z wrażenia aż dostaję ślinotoku. Dostałem zamiast smyczy łańcuszek, niektórzy ponoć robią zakłady, czy łańcuszek też zjem.

Dziś rano wziąłem delikatnie do pyszczka pendrajwa, chciałem się podłączyć do komputera i doładować pamięć, ale Pańcia mnie przyłapała i zabrała.

Poza krótkimi połączeniami z internetem dłuższe surfowanie mnie nuży:


Ogólnie sam nie wiem dlaczego, ale ostatnio jestem dość spokojny, jak kwiat lotosu niemalże. Pańcia mnie błogosławi, ostatnio prawie mi z wdzięczności kupiła kwiaty. Ale potem zjadłem jej rękawiczkę i nie ma w czym jechać do Szwecji, więc kwiatów ostatecznie nie dostałem. Maybe later.

Często się ostatnio zamyślam i jestem trochę roztargniony. Bywa że się zamyślam na tak długą chwilę, że aż w końcu zasypiam na pół-stojąco i potem nagle leżę.

Dziś biegałem sobie chyżo po ogródku, aż tu nagle ujrzałem przez okno sąsiadów jedzących obiad - licząc na jakąś spółę, usiadłem jak to mam w zwyczaju w pozycji proszącej. Zauważyli mnie, ale wyśmiali. (??!!)

Mimo wszystko uprzejmie, lecz zdecydowanie proszę, żeby mnie nie nazywać:

dziwadłem (Pańcia)

bulterierozą (Pańcio)

PS. A tak wyglądam, jak sobie włożę orzeszki pod górną wargę:

niedziela, 13 listopada 2011

Taki jestem zimny drań

Tak się rozkosznie wylegiwałem ostatnio w Fastach, ujmując wszystkich uroczym ach jakże uroczym wyrazem twarzy. Najpierw wprawdzie musiałem w samochodzie spędzić jakieś osiem godzin, ale szum silnika tak mnie uspokaja, że zasypiam po około minucie, potem się budzę w stolicy, oglądając to urocze miasto przez szybę auta, ten widok mnie jednak dość szybko nuży, bo znowu zasypiam i budzę się już w okolicach Białegostoku. Muszę przyznać, że od kiedy zjadłem szelki samochodowe, jeździ się trochę mniej wygodnie, obróżka obciera szyjkę i w ogóle, a Państwo jakoś nie kwapią się, żeby kupić nową. Skandal.

Żeby powetować ten dyskomfort, na miejscu natychmiast się wyłożyłem na skórzanej kanapie, memłając w pysku granatową poduszkę (tak samo natychmiast wybuchła afera). Przeniosłem się więc na chwilę na fotel, niech będzie. Ale potem, jak to ja potrafię, uśpiłem czujność, a raczej wlazłem z powrotem na kanapę, usadowiłem się koło Andrzejka i słodko zamknąłem oczka - i jak zwykle nikt nie miał serca mnie budzić i zwalać z sofy :-)


Tak na marginesie zdecydowanie bardziej wolę sofę sztruksową u siebie w domu, tyłek się tak po niej nie ślizga jak po tej skórze.

Udało mi się też odwiedzić Dorotkę, wyjeść jej małe co nieco z kompostownika (trochę potem brzuszek mnie bolał, czego wyraźne ślady roznosiły się w powietrzu, powodując nieustanne wietrzenie) oraz oklektać łapami beżową sofę. (Te sofy to jakiś motyw przewodni mój ostatnio.) (Znowu afera.) No ale tak to już ze mną jest - mnie się kocha w całości z wszelkimi jakże licznymi przymiotami.

Oraz moim dekalogiem - co Pańcio już był uprzejmy kiedyś zaznaczyć - zwanym też Prawem Bulteriera:

PRAWO BULTERIERA

1. Jeśli coś lubię - to jest MOJE

2. Jeśli coś mam w pysku - to jest MOJE

3. Jeśli mogę coś zabrać - to jest MOJE

4. Jeśli miałem to przed chwilą - to jest MOJE

5. Jeśli coś jest MOJE, to w żadnym wypadku nie może być TWOJE

6. Jeśli coś upuszczę z pyska - to jest MOJE

7. Jeśli coś wygląda jak moje - to jest MOJE

8. Jeśli coś zobaczyłem pierwszy - to jest MOJE

9. Jeśli czymś się bawiłeś, i to wypadło Ci z rąk - to automatycznie staje się MOJE

10. Jeśli coś jest złamane lub zepsute - to jest TWOJE

Podpisuję się pod tym czterema łapami.

Pańcia zdaje się nie rozumieć prawa szóstego i uparcie wyjmuje mi z pyska wszystko, co jak wynika z powyższego jest li i jedynie MOJE.

Punkt dziewiąty też jakoś słabo w tym domu respektowany.

Co do punktu 10:

TWOJE wzgl. WASZE jest co następuje:

- sofa
- kapcie 4 pary
- aparat fotograficzny
- dywanik z krówką
- kocyk w jelonki
- kocyk zielony z ikei
- zasilacz do komputera
- czapki Pańcia sztuk 4 i jedna Pańci
- klapki Pańcia
- klapki Pańci
- torby ekologiczne na zakupy szt. ok. 4
- Kuchnia azjatycka
- bardzo dużo egzemplarzy wyborczej
- 1 egzemplarz Zwierciadła
- segregatory Pańci sztuk 3
- ogółem wszystko, co było na półkach dwóch pierwszych od dołu w salonie
- staniki dwa (kocham staniki!!!!!)
- rękaw bluzy Pańcia - bo cała bluza jeszcze jest MOJA
- noga od krzesła
- torba do laptopa
- reflektor wbudowany w podłogę
- miska do prania
- mop
- zmiotka
- ładowarki do telefonu bez końcówek też sztuk cztery
- 9 cyprysików z ogródka
- 1 magnolia
- 1 borówka amerykańska
- drzewko szczęścia (bo JA jestem największym Waszym szczęściem, nie drzewko)
- i wiele innych pomniejszych przedmiotów

Tak więc - jak widać - jestem PRAWDZIWYM BULTERIEREM!

Na miłe zakończenie niedzielnego popołudnia jeszcze jedno zdjęcie:


Jeszcze jedna uwaga: dziś urodziny Pańcia - z tego miejsca z całego serca życzę mu wiele wytrwałości na najbliższe lata.

sobota, 5 listopada 2011

To nie pies, to bullterier

Tak mawia Ciocia Kamilka, nie do końca rozumiem dlaczego, ale śmieszne.

Nadeszły lepsze czasy! Ponieważ psi placyk pod domem zamienił się w plac budowy i nie ma gdzie hasać, na smyczy chodzić nudno, a luzem się nie da, bo podobno nie wszyscy rozumieją, że ich kocham, a jak kocham, to liżę (i czasem skaczę) i zbaczają na mój widok z obranej wcześniej trasy (jeden pan nawet kiedyś zawrócił, a inny spytał, gdzie idę, i poszedł w przeciwną stronę :o), to na hasanie jestem teraz wożony dwa razy dziennie na łączkę :-) Najs! Wożę sobie więc tyłeczek w ciepełku, wyglądając przy tym nieco diabolicznie (pozdrawiam Nergala):

Na łączce sobie hasam bez smyczy jak ten, nie przymierzając, Koń Rafał (dla niewtajemniczonych - Koń Rafał jest bardzo bliski memu sercu i mej mentalności, pozdrawiam rodzinę Kareckich), uprawiam skoki:

biegam na oślep po krzokach, czasem wejdę do rzeczki, czasem złapię zawiechę, przyglądam się wędkarzom, jak się uda, pogrzebię w śmieciach, mam kontrolowaną godzinę świni, generalnie - żyć nie umierać!

Rzeczone krzoki i ja (wytęż wzrok):

W związku z hasaniem wyluzowałem nieco, i proszę, Państwo od razu jacyś tacy zrelaksowani bardziej, Pańcia nie zaciska nerwowo zębów, wchodząc do mieszkania, a od czasu do czasu wpadnie nawet jakiś smakołyk. Sytuacja typu win-win, krótko mówiąc. Rozważę utrzymanie statusu quo, całkiem się opłaca. Chyba że będzie mocno nudno, to się zobaaaaaczy. Tak a propos - ostatni tydzień bardzo dobry bilans miał, tylko kapciuszek jeden nowy (ale drugi zostawiłem nienaruszony!!) i jedna ładowarka do telefonu (po pierwsze, tylko końcówkę odgryzłem, po drugie, leżałem wtedy koło Pańci, było patrzeć, co biorę w paszczękę, noo, z drugiej strony po cichu sobie chrupałem, mogła nie słyszeć, aaaa, no nie wiedziałem nawet, że to już czwarta, nie liczyłem, szczerze mówiąc, te kable nadzwyczaj podobne do siebie wszystkie).

Na spacerach Pańcio zdradza od czasu do czasu ambicje wychowawczo-terapeutyczne. Wychodzi mu różnie, znaczy mi też, tutaj siad jakoś nie en face na przykład wykonałem:

NIE MA SIĘ Z CZEGO ŚMIAĆ, każdemu może się pomylić! (Okej, chwilę mi zeszło, zanim skumałem, że coś nie tak. Nawet taką trochę dłuższą chwilę może.)

Tutaj trochę w złą stronę wystartowałem i z kadru wyskoczyłem:

Ale za to aportowanie!?! Aportowanie mam opanowane na całej linii. Na drugie mam Aportuj. Znaczy na trzecie, bo na drugie Masz.
Aportuję w pełnej krasie:

(Tak na marginesie - przemądrzały sprzedawca w sklepie zoologicznym był zdania, że tej za przeproszeniem zabaweczce nie dam rady, bo BARDZO MOCNO zszyta i TWARDY materiał. Trzy razy powtórzył. BARDZO MOCNO to z niej się włóczka wysypała bezpośrednio po otwarciu, a TWARDA to jest moja głowa a nie ten materiał. Kto się z nią zderzył, np. kolanem, ten wie. Niemniej koncepcja zabaweczki, a i owszem, godna pochwały, lubię takie.)

Nasze codzienne spacery wyciszyły więc ostatnio wszelkie negatywne emocje. Czerpiemy przy tym z nauk wschodu, ja na koniec spaceru zwykłem sobie na przykład przez dłuższą chwilę lewitować:

To bardzo koi, pozwala wyciszyć umysł, usunąć natrętne myśli, taki ni mniej ni więcej kwiat lotosu potem jestem. (Przez chwilę. Krótką raczej dosyć. Potem znowu jestem kwiat, ale taki bardziej rosiczki względnie muchołówki. Lub też młodzieży. Psiej ale. W sumie może coś jednak jest na rzeczy z tym tytułem.)